"Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy."
Desiderata
Gdy żyłam wbrew sobie i swoim wartościom piłam, teraz każdy dzień na trzeźwo jest wartością samą w sobie. Właśnie dlatego że robię to dla siebie; bez oczekiwań że ktoś to zrozumie...
Dzisiaj wracając myślami do dawnych czasów czuję smutek, a może nawet poczucie winy wobec siebie. Brak szacunku, pogarda, brak uważności na własne potrzeby... tak traktowałam siebie i pozwalałam by inni też mnie tak traktowali. Dawałam z siebie wszystko a w zamian dostawałam jeszcze większe oczekiwania od innych.
Zdarza się, że czasem tak jeszcze robię, zwłaszcza w pracy szukając aprobaty i pochwały. Moje poczucie wartości wzrasta, jednak wiem że jest to proces i dostrzegam że popełniam "błędy". Tylko tym razem nie uciekam przed prawdą, przyjmuję na klatę nawet jak boli. Dziękuję sobie, że potrafię dostrzec co się ze mną dzieje.
A właściwie co rozumiem przez "błąd"???
* to co robię wbrew sobie i swoim wartościom
* to, że nie słucham intuicji
* to, że jeśli mi się coś nie podoba to nie zmieniam tego i nie mówię o tym
* to, że gdy moje ciało krzyczy o odpoczynek ja to lekceważę
* to, że ignoruje swoją potrzeba bycia na łonie przyrody
* to że, porównuję się do innych
* to, że funkcjonuje starymi przekonaniami i schematami, które tak naprawdę nie są moje
Codziennie na nowo doświadczam życia i codziennie wykonuję te same czynności, a jednak robię je w trochę inny sposób... To tak jak z gotowaniem, jeśli coś nie smakowało to zawsze można dosolić, albo następnym razem zrobić inaczej ;-)
Kiedyś gdzieś przeczytałam, że nie robimy dobrze albo źle tylko doświadczamy. I mi się takie podejście podoba, bez kategoryzowania, bo dlaczego jeśli tą samą rzecz zrobię inaczej niż ktoś to ma być to złe skoro wynik ostateczny jest praktycznie taki sam u dwóch osób. Tak nas ukształtowała społeczność, z podziałami na ważne i nie, że tak trzeba, tak wypada i że się powinno...
Ja przez to przeszłam dość intensywnie, chcąc się dopasować do stworzonego "systemu" mojego otoczenia. Czyli ludzi przy których piłam by czuć się akceptowaną. Tak pragnęłam ich uwagi, że oszukiwałam siebie że takie życie jest dobre, że lepiej nie będzie bo na to nie zasługuje. Rany, które sama sobie zadawałam stawały się coraz większe a ja nie potrafiłam nic zmienić mimo że czułam że robię sobie krzywdę. Chciałam się poczuć wolna od tego więc piłam bo nie potrafiłam tego wypuścić. Najpierw dbałam o to żeby spełnić oczekiwania innych, a później nawet nie potrafiłam zadbać o siebie...
Dzisiaj dbam najpierw o siebie, bo nikomu ani niczemu nie jestem nic winna. A już na pewno udowadniania swojej wartości i tego, że zasługuje na szacunek i akceptację. Jednak gdy coś robię myślę o tej drugiej stronie, by nie poczuła się skrzywdzona, staram się okazywać szacunek i zrozumienie. Nie każdy to potrafi docenić dlatego, gdy jestem w stanie to zaakceptować bez krzywdy dla mnie to to robię, jednak gdy tak nie jest odchodzę bo to jedyna zmiana jakiej mogę dokonać. Na drugiego człowieka nie mam wpływu, a ja nie chcę i nie muszę tolerować jego zachowania wobec mnie :-)
Wszystko co wokół nas jest ważne, ale to jak się czujesz ze sobą jest najważniejsze. Ci co to zrozumieją zostaną z tobą , a ci którym będzie to przeszkadzało odejdą. I dla mnie to jest informacja, że nigdy dla nich nie byłam ważna :-( smutne ale prawdziwe...
Trzymaj się ciepło dobra duszo i pamiętaj, że masz w sobie siłę by zadbać o siebie :-*
Dodaj komentarz
Komentarze