Emocje: przyjemne i nie przyjemne, wszystkie są potrzebne

Opublikowano w 24 kwietnia 2026 16:10

"Wyciągnij lekcję z wczoraj, żyj dniem dzisiejszym i miej nadzieję na jutro."
 Albert Einstein

Emocje, nigdy nie zastanawiałam się nad definicją a lubię analizować i zdobywać wiedzę. Dzisiaj sprawdziłam w google i pierwsze co mi wyskoczyło: emocje to intensywne, przejściowe stany psychofizyczne, wywołane ważnymi bodźcami, które angażują ciało (np. przyspieszone bicie serca) oraz umysł (uczucia). Pochodz z łac. e movere ("poruszać") i informują o naszych potrzebach. Charakteryzują się subiektywnym odczuwaniem, mimiką oraz pobudzeniem. - przegląd od AI

 

Na zdjęciu jest kartka z terapii, która do dziś pomaga mi nazywać emocje. Zdarza się, że gdy dzieje się coś z moim ciałem i umysłem to nazwanie tego przynosi mi w pewnym sensie ulgę. To wskazówka bym mogła coś dalej zrobić z tą emocją. Ktoś mógłby zapytać: a po co to ruszać? A no właśnie po to by nie tkwić w kłamstwie ze sobą. To ono m.in. doprowadziło do upijania się; uciekanie przed emocjami, przed sobą, przed tym co robiłam działając wbrew sobie. 

Gdy zaczęłam rozumieć co się ze mną dzieje gdy wypieram, tłumię, odrzucam emocje i jaki to ma wpływ na mnie postanowiłam się z nimi polubić... I tak o ile spokój, radość, zadowolenie nie były problemem to już złość, strach, lęk do dzisiaj wzbudzają we mnie mieszane uczucia. O ile złość może być też motywująca, to ta druga strona gdzie może spowodować krzywdę dla kogoś jest dla mnie trudna. Pisząc krzywdę mam na myśli by kogoś nie urazić swoimi słowami. I tak od dziecka tę złość tłumiłam, aż małymi krokami uczę się ją wyrażać w sposób asertywny a nie agresywny. Strach przed przed odrzuceniem powodował że dawałam siebie w całości, stawiając siebie na końcu; myśl że mogłabym sprawić komuś przykrość zawstydzała mnie. Terapia dała mi narzędzia by nauczyć się regulować uczucia w zdrowy sposób a nie po przez alkohol. 

Nadal zdarza mi się nakręcać bądź dołować (ten stan towarzyszył mi najczęściej), jednak staram się nie robić sobie wyrzutów z tego powodu. Biorę zeszyt, siadam i piszę o tym co się wydarzyło, jak się z tym czuję i co mi to zrobiło. Na terapii poznałam metodę "RED", która opiera się na faktach a nie na oczekiwaniach; o tym w innym wpisie. Dzisiaj wiem, że walka z emocjami mnie niszczyła a połączenie z nimi to już jest wsparcie. Gdy teraz piszę ten tekst i zadaję sobie pytanie: jak się z tym czujesz? odpowiem: w głowie czuję spokój, a w ciele lęk. Skąd to wiem? bo myśli nie wariują ale serce szybciej bije i ręce drżą. Obawa przed waszą oceną, czy wam ten blog przypadnie do gustu, czy ktoś znajdzie w nim coś dla siebie ważnego... Jednak mimo to piszę dalej, bo nauczyłam się mierzyć ze swoimi lękami. I wtedy widzę, że większość z nich nie była prawdziwa. Już z nimi nie walczę, akceptuję je i działam. To jest moja droga zaufania. Integracja emocji w sobie i ze sobą tworzy całość, tworzy mnie. I nieważne czy to "dobre" czy "złe" to jestem JA. To są doświadczenia mojego życia.  

Jeśli chcesz się wyrazić to napisz :-) Nieważne jak to zrobisz, najważniejsze że to zrobisz dla siebie...

 

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.