Miłość własna jest w Nas od zawsze...

Opublikowano w 21 kwietnia 2026 17:00

Jeśli podejmujesz się zadania, to tylko Ty decydujesz o jego końcowym rezultacie.  
Zaufaj sobie. 
Prawo Gilberta

Miłość własna - ta wobec siebie, moim zdaniem jest trudniejsza niż miłość do drugiego człowieka. Ja swojej długo nie chciałam zobaczyć, a już nie wspominając żeby sobie na nią pozwolić. Jednak ona była we mnie od zawsze! To właśnie ta miłość dała mi kopa i kazała walczyć o siebie, zmusiła mnie by podjąć decyzję o terapii. Sprowadziła mnie na drogę trzeźwości i uratowała przede mną samą. Zrobiła to dla siebie samej, dla Gosi, Małgosi i Małgorzaty. Gdy o tym myślę czuję wdzięczność i głębokie wzruszenie. Uważam, że to ona nas prowadzi o ile jej na to pozwolimy...

Zaczynając terapię nie wiedziałam czy sobie poradzę, czy wytrwam, jednak coś we mnie szeptało: zaufaj. Podjęłam to wyzwanie by sobie pomóc. I wtedy zaczęłam rozumieć że to ja decyduję o tym czy się napiję czy nie; to ja dokonuje wyborów jak mam żyć, gdzie i z kim; ja wkładam wysiłek w to jak chce żyć. Zaczęłam czuć się niezależna i odpowiedzialna. Moja determinacja wtedy była  kluczowa, i wiem że to była właśnie moja miłość do siebie. Zdarzają się dni, czasem tygodnie zwątpienia w siebie ale zawsze wstaję; czasem poturbowana długo do siebie dochodzę lecz uczucia które są we mnie dają mi wsparcie. W tych trudnych dniach nie dostrzegam ich, jednak coś we mnie zawsze popycha mnie by się otrząsnąć i wstać z kolan. Jest to tak silne że nie pozwala mi utonąć, taka moja tratwa miłości ;-)

 

Mam też wypracowane sposoby by ruszyć z miejsca, ale o tym w innym wpisie. Podpowiem, że najważniejszy z nich to:

zrobić cokolwiek pomału, bez pośpiechu, byle ruszyć z niewielkim wysiłkiem. I tak codziennie. 

 

Miłość własna to dla mnie dbanie o swoje potrzeby fizyczne, psychiczne i duchowe. Kiedyś na grupowych zajęciach przeczytałam napis na ścianie, a brzmiał mniej więcej tak : "nic nie musisz, możesz wszystko nie krzywdząc przy tym innych". Nazywa się to zdrowy egoizm. Gdy zaczynałam dbać o siebie wiele osób się ode mnie odsunęło bo zaczęłam stawiać granice. To co robiłam nie było wobec nich krzywdzące; ja tylko przestałam spełniać ich oczekiwania, które nie były ze mną w zgodzie. Przez wiele lat funkcjonowałam według zdobytych bądź wpajanych mi przekonań. Stare utarte schematy, m.in. co się powinno a czego nie; albo co ludzie powiedzą, autorytet to świętość i z nim się nie dyskutuje... A czy kogoś obchodziło jak ja się czuję działając wbrew sobie??? No i tak zaczęłam wreszcie słuchać swojego wewnętrznego głosu; podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, dokonywać własnych wyborów i być za nie odpowiedzialna. Bałam się strasznie oceny innych wobec mnie, odczuwałam lęk przed odrzuceniem ale tak bardzo pragnęłam poczuć tę część siebie którą porzuciłam że zaryzykowałam i WYGRAŁAM ŻYCIE! 

Podejrzewam, że wiele osób bojąc się życia w samotności tkwi w trudnych relacjach i nie musi tu chodzić o związek partnerski; może to być praca, przyjaźń. Ale ja wiem, że najbardziej samotna byłam wtedy gdy odrzucałam samą siebie choć przy mnie było wielu "przyjaciół". Jeśli brakuje ci odwagi by powiedzieć komuś bądź czemuś że to koniec, możesz do mnie napisać i wyrzucić z siebie ten ból. Bo najważniejsze to przestać oszukiwać siebie. A działanie wprowadzić z czasem, kiedy poczujesz że jesteś gotowy. Posłuchaj siebie w ciszy. Ściskam mocno :-)

 

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.